CHRISTINE / EFKA

CHRISTINE / EFKA

LABORATORIUM GITARY: Jesteście zespołem z Piaseczna, z małego miasteczka, a jednak jest o Was głośno - jesteście znani w całej Polsce. Jaka jest Wasza recepta na sukces?

ZENEK: Bardzo cieszę się, że jesteśmy z Piaseczna, bo jakbyśmy byli z Warszawy, to nie mogłabyś tak powiedzieć (śmiech). Recepta na sukces... myślę, że nie ma jednej recepty na cokolwiek - ani na udane życie, ani na udaną miłość, ani na sukces. Coś się sprawdza, a coś nie. W Kabanosie nigdy nie było ciśnienia, że musimy odnieść wielki sukces. Ale nasza muzyka po prostu działała na ludzi. Więc zespół się rozwijał, mogliśmy przez to grać więcej koncertów, bo więcej ludzi było zainteresowanych tymi koncertami. Kabanos się przeciskał na scenę muzyczną malutkimi kroczkami. Na początku jak organizowałem koncerty, to nikt nie chciał zabookować Kabanosa. Pamiętam, jak kiedyś rozmawiałem 40 minut z klubem we Wrocławiu i przekonywałem ich, że warto, żebyśmy tam wystąpili. A oni twierdzili, że nie, że nie warto, że pewnie nikt nie przyjdzie. że powinniśmy wziąć lokalny support, to może wtedy przyjdzie ktoś z ich znajomych. Na początku było bardzo ciężko. Nawet to, że ludzie oglądali nas w Internecie, nie gwarantowało, że przyjdą na koncert. Ale przychodzili . Ale nie powiedziałbym, że jest jakaś recepta. Nie ma recepty. Trzeba po prostu robić coś co się kocha w życiu, co się czuje. I wtedy masz siłę, żeby to robić nawet jeśli ludzie nie przychodzą na koncerty. Jeśli robisz coś co sprawia ci frajdę to będziesz to robić bez względu na to, czy ktoś będzie ci dawał za to pieniądze czy nie. I taka determinacja będzie owocowała po jakimś czasie sukcesem.

LABORATORIUM GITARY: Graliście koncerty na takich prestiżowych koncertach jak Woodstock czy Jarocin. Jak wspominasz atmosferę na tych koncertach?

ZENEK: Suuper! Wspominam to bardzo dobrze. Na przystanku Woodstock, na dwóch pierwszych koncertach, kiedy graliśmy na Małej Scenie i na Dużej Scenie, to ja się bardzo stresowałem, głos mi siadał i nie mogłem wydobyć z siebie żadnych dźwięków, bo tak gardło miałem spięte. Było to ogromne przeżycie. Najmilej wspominam koncert w Wiosce Kryszny, gdzie graliśmy prawie trzy godziny. Tam czułem się jakbym grał dla rodziny - wspaniała atmosfera. Koncert w Jarocinie też bardzo miło wspominam - to, że rzuciłem się w publikę, śpiewałem "mam na to wszystko wyjebane" i jechałem na fali ludzi patrząc w niebo - to jest coś co nadal przeżywam. Te koncerty to było dla nas wszystkich wielkie przeżycie. To super, że w końcu udało nam się zagrać i na Woodstocku i na Jarocinie.

LABORATORIUM GITARY: Konsekwentnie kroczycie obraną przez siebie ścieżką. Trzymacie się polskich tekstów. Zbytnio się nie smucicie. Pozostajecie szczerymi i otwartymi ludźmi. Co daje Wam pogodę ducha i siłę do działania?

ZENEK: To jest energia, którą dostajemy od ludzi. Na tym etapie, na którym jesteśmy wiemy, że wielu ludzi czeka na to co stworzymy. Wiemy że każda kolejna płyta będzie przesłuchana. I to jest coś co daje pozytywnego kopa. Koncerty na których ludzie szaleją, że mówią nam, że nasza muzyka tak na nich działa - to daje nam dużo pozytywnej energii.

LABORATORIUM GITARY: Balonowy Album to już Wasza piąta płyta. Jak określisz muzykę która się tam znalazła, czym się ta płyta różni od poprzednich?

ZENEK: No właśnie nie różni się (śmiech). Jest to płyta, która została nagrana bez wprowadzania nowych elementów do Kabanosa. Zacząłem się zastanawiać, co by było gdybym tak przepoczwarzał Kabanosa, i pisał utwory, które mają co i rusz zaskakiwać. Miałem dużo pomysłów na piosenki w stylistyce naszych poprzednich płyt: „Flaki z Olejem” i „Kiełbie we Łbie”, szkoda by było wyrzucić to do kosza. To bardzo naturalna płyta. Myślę, że najważniejsze jest to żeby się nie silić. Jeśli nie czujesz, że chcesz coś robić, to tego nie rób. I ta płyta taka jest. Na przykład utwór Mamo jest mi tu dobrze zacząłem pisać zaraz po Woodstocku. Ten utwór nie miał być jakoś specjalnie zaskakujący. Jest Kabanosowy. I cała ta płyta jest Kabanosowa. Jest taką esencją tego, czym jest Kabanos. Są tu piosenki, które mogą się kojarzyć bardziej z Dramatem, i takie które kojarzą się z Flakami albo z Kiełbiami. Zaskoczeniem przy tej płycie jest to, że nie jest ona zaskoczeniem.

LABORATORIUM GITARY: Dziś rozmawiamy przed Waszym spotkaniem z fanami, które odbywa się w Empiku. Czy lubicie takie pozakoncertowe spotkania z fanami?

ZENEK: Tak! W ogóle fanów lubimy! (śmiech) Takie spotkania są dla nas bardzo przyjemne. Możemy się spotkać w innej sytuacji, w innych okolicznościach z ludźmi niż w klubie i to jest super.

LABORATORIUM GITARY: Dziś gracie ostatni koncert z Balonowej trasy, promującej najnowszy album. Jak oceniacie tę trasę? Czy była udana?

ZENEK: Tak to była udana trasa. Ale trzeba od razu szczerze powiedzieć, że było trochę mniej ludzi niż rok temu jesienią. Obserwujemy rynek, notujemy ile osób przychodzi i rzeczywiście na tej trasie było trochę mniej osób i nikt nie wie dlaczego (śmiech). Pewnie dlatego, że płyta w końcu gorsza od poprzedniej (śmiech). Rynek jest bardzo nasycony. Jest bardzo dużo festiwali, bardzo dużo różnych dobrych koncertów. Polska stała się rynkiem koncertowym porównywalnym z Niemcami. Kiedyś żeby zobaczyć jakąś gwiazdę to jechałem do Niemiec, a dzisiaj wszyscy grają w Polsce. A my gramy cały czas, gramy trasę co pół roku, a mimo to nadal bardzo dużo ludzi przychodzi na nasze koncerty. I jestem pod wrażeniem, że im się chce cały czas, że nie znudzili się Kiełbasą i to jest bardzo pozytywne. Ta trasa była też fajna, dlatego, że nagraliśmy płytę, która jest po prostu Kabanosowa i ludziom się to podoba, skaczą na koncertach, tańczą. Jak jechaliśmy w trasę z Dramatem, to miałem pewne obawy, a jednak ludzie bawili się wyśmienicie. Tutaj jechaliśmy na pewniaka - wiadomo, że publiczność będzie się bawić, bo numery są skoczne, koncertowe i na tej balonowej trasie sprawdzają się wyśmienicie. Gramy utwory z balonowej płyty i jest szał.

LABORATORIUM GITARY: A który koncert z tej trasy najmilej wspominacie?

ZENEK: Ciężko powiedzieć. W Katowicach był piękny koncert, bo wzięliśmy na scenę dwoje dzieci. Jeden maluch śpiewał Klocki, drugi Grubego Grubasa, i było generalnie bardzo miło. Wrocław, Kraków. W Krakowie zanim wyszliśmy na scenę to ludzie odśpiewali pełno naszych piosenek. I to był piękny moment. Jak wyszedłem na scenę to zapytałem, czy my jesteśmy w ogóle do czegokolwiek potrzebni (śmiech). Oni tak się dobrze bawili! Zaczęli pogować sobie bez kapeli! To też był bardzo, bardzo wyjątkowy koncert. Też małe miejscowości, które odwiedziliśmy - Iława, gdzie na koncert przyszło 35 osób, ale i tak zabawa była przednia i fajnie było dla tych ludzi zagrać. Ostrowiec Świętokrzyski - tam graliśmy w hotelu, bo nie było klubu. Klub przestał działać i nasz menadżer do hotelu przeniósł imprezę. Był taki wystrój weselny, taki podest jak dla kapeli weselnej, balony - wyglądało to przekomicznie. To był też wyjątkowy koncert.

LABORATORIUM GITARY: A jak Wam się grało w Londynie?

ZENEK: Myśleliśmy, że tam nikt nie przyjdzie, że przyjdzie parę osób. A przyszło 150 - 200 Polaków! Może jeden Londyńczyk tam był. To był pierwszy koncert na Balonowej trasie, mieliśmy tyle pomyłek, że aż żałuję, że tego nie będzie na DVD! Cały czas się myliliśmy. Ale to był bardzo przyjemny koncert. I ta świadomość, że gramy w Londynie, że są tam wygłodniali kiełbasy ludzie - kosmos!

LABORATORIUM GITARY: Balonowa trasa się kończy. Jakie macie w związku z tym plany na najbliższą przyszłość? Będziecie odpoczywać, czy raczej planujecie dalszą część trasy?

ZENEK: Mamy w planach odpoczynek od koncertowania z Kabanosem na wiosnę 2017, kiedy pewnie zabierzemy się za pracę nad nową płytą. A do tego czasu koncerty, koncerty i jeszcze raz koncerty.

LABORATORIUM GITARY: Teledysk do kawałka Mamo jest mi tu dobrze powstał przy pomocy Waszych fanów. To od nich dostaliście filmiki z ich wspomnieniami z Woodstocka.

ZENEK: Tak, po raz kolejny wysłużyliśmy się fanami (śmiech). Po co my mamy to robić, jeśli oni mogą to zrobić (śmiech). Z racji tego, że jest to utwór o przystanku Woodstock, moim marzeniem było, żeby cała kapela tam pojechała i żebyśmy tam nakręcili teledysk, ale to nie było możliwe. Więc powołaliśmy Kabanosową Armię, która nam to nakręciła. I to jest super, bo to oddaje cały klimat tego festiwalu, ci ludzie - weseli, robią różne dziwne rzeczy, przebierają się za krówkę i wchodzą na tojtoja. I to jest bardzo pozytywne, to szaleństwo, które może się z nich uwolnić na przystanku Woodstock. Fajnie, że zostało to uchwycone na tym teledysku. Lepszego teledysku byśmy nie nakręcili.

LABORATORIUM GITARY: Teledysk do Balonów to też wielka pomoc waszych fanów. Zorganizowaliście dla nich mini koncert w plenerze.

ZENEK: Tak, dokładnie! Przyjechała też policja, pouśmiechali się i dali nam spokój (śmiech). Taki miałem pomysł, żeby zaprosić fanów, zaangażować ludzi i zagrać dla nich w miejscu gdzie jest balonowa aura. Niesamowite było to, że ten utwór udostępniliśmy w internecie na kilka godzin przed tym wydarzeniem, a ludzie, kiedy przyjechali na ten koncert to znali cały tekst! To niesamowite, mogliśmy śpiewać go razem. Oczywiście wszyscy znali go lepiej ode mnie.

LABORATORIUM GITARY: A więc można byłoby powiedzieć, że przepisem na sukces Kabanosa jest dobry kontakt z fanami, że to stanowi o sile Waszego zespołu.

ZENEK: Fani lubią nasze piosenki, lubią jak dla nich je gramy, a my lubimy, że oni nas lubią (śmiech). To przepływ dobrej energii, ten dystans, brak napuszenia jest już naznaczony w tekstach, ale myślę, że nie można powiedzieć, że to jest przepis na sukces. Trochę się boję, że z tego dobrego kontaktu z fanami zrobi się marketing na siłę. Że ktoś powie: aha, to działa, a więc róbmy to, bo to się sprzeda! Myślę, że przepisem na sukces jest bycie szczerym. Lubię też artystów, którzy nie mają zbyt dobrego kontaktu z fanami. Lubię też artystów, którzy nie skaczą, nie wariują na koncertach, tylko wychodzą, nieśmiało trzymają mikrofon... ja jestem zupełnym przeciwieństwem, lgnę do fanów, mam wiele pomysłów na zajawki z fanami. Ale nie powiedziałbym, że jest to przepis na sukces. Trzeba być sobą, być szczerym na scenie. Ja mam taki sposób bycia, że na koncertach chciałbym tulić wszystkich, jestem bardzo otwarty. Ale nie twierdzę, że ktoś kto jest zamknięty w sobie i boi się fanów, jest mizantropem, albo nawet jeśli ktoś jest wredny, to musi udawać, żeby odnieść sukces. Nie musi, niech będzie sobą.

LABORATORIUM GITARY: Pochodzicie z Wrocławia, a jednak historia powstania zespołu jest związana z Warszawą.

Opowiedzcie o tym.

FRYDERYK: Z powstaniem naszego zespołu było tak... Wszyscy znamy się z liceum, i kiedyś pojechaliśmy na wycieczkę klasową do Warszawy, na Powązki. I właśnie na Powązkach rozmawialiśmy ja z Jimem o tym, co chcielibyśmy grać, że chcielibyśmy grać bez żadnych ograniczeń, że chcielibyśmy grać to co naprawdę lubimy.

JIM: powiedzieliśmy o tym naszemu koledze z klasy Michałowi, który gra na klawiszach. Oznajmiliśmy mu, że jest z nami w zespole. Potem spotkaliśmy Drygasa długowłosego trzecioklasistę, maturzystę ...

FRYDERYK: ... który wtedy jeszcze nie miał długich włosów :)

JIM: Wzięliśmy go na naszą próbę. Niestety zrezygnował po pierwszym koncercie (śmiech). Graliśmy z dwoma innymi perkusistami, ale po dwóch latach wrócił Drygas. I tak gramy razem aż do dziś.

 

LABORATORIUMGITARY: Paweł, co Cię skłoniło do powrotu?

PAWEŁ: Nie wiem (śmiech).

FRYDERYK: To nie był przypadek. Nagle Maciek spotkał Pawła...

PAWEŁ: Tak, nagle się spotkaliśmy. A mi się akurat rozpadł zespół, w którym wtedy grałem i postanowiłem spróbować jeszcze raz z Katedrą. I tak już zostało.

 

LABORATORIUM GITARY: Czy przed Katedrą graliście w innych zespołach?

FRYDERYK: Grałem w innych zespołach, ale katedra jest takim zespołem, w który włożyłem najwięcej energii. Razem gramy muzykę, którą najbardziej czuję, i świetnie się ze sobą dogadujemy i przyjacielsko i muzycznie. Mamy wspólne wizje i Katedra jest moją największą przygodą muzyczną.

PAWEŁ: Ja przed Katedrą miałem inne kapele, dwie albo trzy. Ale od około 2012r. zaczęło się granie na serio z Katedrą.

MICHAŁ: Jeśli chodzi o mnie to ja przed Katedrą śpiewałem w chórze chłopięcym. Wcześniej uczyłem się w szkole muzycznej trochę, ale prawdziwej muzyki nauczyłem się z Katedrą.

KASIA: Z Teresą śpiewałyśmy wcześniej solowo. Katedra to nasz pierwszy zespół.

TERESA: Próbowałam swoich sił w tzw. MDKach, ale to wszystko było krótkotrwałe.

 

LABORATORIUM GITARY: Skąd u was zamiłowanie do big beatu i hipisowskich dźwięków?

FRYDERYK: Zamiłowanie do big beatu wzięło sie u mnie od rodziców. I to nie tylko do big beatu, ale do całej muzyki lat 60 i 70. Mama mi puszczała płyty Beatles'ów, Hendrixa i od tego się zaczęła moja miłość do tej muzyki.

PAWEŁ: I chyba w przypadku każdego z nas było tak, że to była muzyka naszych rodziców i oni nam ją wpoili w procesie socjalizacji (śmiech).

MICHAŁ: Mój tato puszczał mi Floyd'ów i Yes'a i ja swoim dzieciom też będę puszczał Floyd'ów i Yes'a!

FRYDERYK: Ale Michał jeszcze nie ma dzieci.

MICHAŁ: Ale będę!

TERESA: Lubię big beat, bo jest prawdziwy. Jest autentyczny. Jest prosty. Nieprzekombinowany. I szczery.

 

LABORATORIUM GITARY: Gracie dużo koncertów. Który z dotychczas zagranych występów wspominacie najmilej?

MICHAŁ: Dla każdego jest to na pewno inny koncert. Czasem jest tak, że jak ktoś jest z koncertu zadowolony, to ktoś inny jest niezadowolony. Ale myślę, że najlepsze koncerty były u nas we Wrocławiu, bo mamy wspaniałą publikę.

PAWEŁ: Nasze piąte urodziny na przykład ...

MICHAŁ: Tak, piąte urodziny wspominamy wspaniale, atmosfera była wspaniała, nasi przyjaciele nie zawiedli, przyszło też mnóstwo ludzi, których nie znamy...

JIM: Tak, piąte urodziny, było super.

PAWEŁ: Generalnie tak jest, że z koncertu na koncert naszym najlepszym koncertem staje się nasz następny koncert. Ostatnio zagraliśmy fajny koncert z zespołem The White Kites, których pozdrawiamy!

MICHAŁ: Tak, to bardzo dobry zespół. A jeśli chodzi o nasze koncerty, to trudno je porównywać, każdy jest inny, więc po prostu na nie zapraszamy!

LABORATORIUM GITARY: Czy macie już grono własnych fanów?

FRYDERYK: Mamy

TERESA: Całe tłumy (śmiech).

JIM: Rodzina, znajomi... (śmiech).

MICHAŁ: Jeśli chodzi o Wrocław, to mamy swoich fanów, przychodzą na nasze koncerty, wspierają nas, słuchają naszej muzyki. A poza Wrocławiem też zdarzają się osoby które nas słuchają, i to jest bardzo miłe.

FRYDERYK: Poza Wrocławiem jest różne. Czasem ludzie są zdziwieni, że ktoś jeszcze gra taką muzykę. A czasem nas kojarzą, bo kiedyś wystąpiliśmy w telewizji, i ktoś to czasem pamięta.

 

LABORATORIUM GITARY: Jak wspominacie występ w Must Be The Music? Czy udział w telewizyjnym show sprawił, że staliście się rozpoznawalni? Czy to zmieniło jakoś wasze muzyczne życie?

TERESA: Występ w MUST Be The Music był moim i Kasi drugim albo trzecim występem z Katedrą. I dla nas był to taki trochę szok. Wcześniej nie miałyśmy żadnych zespołów, a tu nagle występy w telewizji. Było to ciekawe przeżycie, możliwość poznania tego wszystkiego od podszewki, sprawdzenia jak to wszystko wygląda - niekoniecznie fajnie (śmiech). Po programie dostaliśmy kilka dobrych propozycji, ale na dłuższą metę nie ma jakichś super efektów.

JIM: To było dwa lata temu. To miało jakiś oddźwięk. Dużo koncertów zagraliśmy wtedy w całej Polsce, co dla kapeli, która grała dotychczas głównie we Wrocławiu to było osiągnięcie. Ale nie zmienił nas ten program, jesteśmy nadal wierni swoim ideałom, gramy swoją muzę i jest ok.

PAWEŁ: Must Be The Music był jednym z konkursów, w których braliśmy udział, tylko większym, i więcej ludzi mogło nas zobaczyć i to było bardzo ważne. Przede wszystkim doświadczenie - to był profit dla nas. Wiele się nauczyliśmy mogąc brać udział w czymś takim. I to też zmotywowało nas do pracy nad naszym brzmieniem, nad naszymi utworami.

 

LABORATORIUM GITARY: Jakie macie plany płytowe?

KATEDRA: Bliskie!

MICHAŁ: Płyta będzie pod koniec września albo na początku października, dostępna w różnych sklepach, głównie internetowych. I oczywiście na naszych koncertach.

PAWEŁ: Planujemy zrobić mini trasę koncertową promującą nasz album. I na tym sie skupimy jesienią.

MICHAŁ: Album będzie jesienią wydany, będzie miał tytuł "Zapraszamy na łąki".

FRYDERYK: Już wiosną była premiera naszego singla "Zapraszamy na łąki". Niedługo premierę będzie miał nasz pierwszy profesjonalny teledysk do utworu "Kim jesteś?". Obejrzeć go będzie można pod koniec lipca.

 

LABORATORIUM GITARY: W 2011r. wasz kawałek znalazł się na płycie Mini Max wydanej przez Polskie Radio.

FRYDERYK: Tak, na płycie Mini Maxu, Pan Piotr Kaczkowski, legendarny dziennikarz, wytypował nasz kawałek "Kim jesteś?" do składanki numer 6 i w ostatnim czasie też zaprezentował w swoim programie dwa nasze utwory.

TERESA: A z tym jest związana dosyć ciekawa historia. Chłopcy pojechali do Warszawy...

MICHAŁ: ... Mieliśmy bardzo ambitne plany jeśli chodzi o ten dzień. Umówiliśmy się w Warszawie z pewną osobą, dla nas to było bardzo ekscytujące wydarzenie. Ale okazało się już w Warszawie, że ta osoba się rozchorowała i nie może się z nami spotkać. I wtedy Jim wpadł na świetny pomysł. Co zrobiłeś Jimie?

JIM: Stwierdziłem, że trzeba wykorzystać tę przestrzeń warszawską. Pojechaliśmy do Trójki, pomyśleliśmy, że może uda nam się spotkać jakiegoś dziennikarza. Wkręciliśmy się na zwiedzanie Trójki. W między czasie wzięliśmy udział w nagrywaniu audycji o tym, czym sie różni zajączek od króliczka, bo to było przed Wielkanocą. I nagle, idąc jakimś korytarzem usłyszeliśmy głos Piotra Kaczkowskiego. Więc wbiliśmy tam do niego. I mówimy, że jesteśmy zespół Katedra, że kiedyś daliśmy Panu płytę. Nawet skojarzył nas, ucieszył się, że nie wyjechaliśmy gdzieś. Daliśmy mu nasze nowe nagrania. I powiedział, że posłucha, że jak mu się spodoba, to puści. I efekt był tego taki, że po dwóch tygodniach w Mini Maxie powiedział, że zaznaczył sobie siedem z dwunastu naszych utworów z tego nadchodzącego longplay'a "Zapraszamy na łąki", a na antenie poleciały dwa kawałki "Wiosna i wino" i "Pieśń o świcie". I to dla nas wielka satysfakcja, że ktoś taki nas docenił.