5 lipca rusza Slot Art Festival - pięciodniowa impreza gromadząca w Lubiążu na Dolnym Śląsku kilka tysięcy młodych, twórczych osób. Festiwal to miejsce spotkania fanów najróżniejszych gatunków muzycznych, miłośników kuglarstwa, sportów ekstremalnych, wszelkich sztuk i rzemiosł, oraz ludzi, którzy cel swojego życia upatrują w zaangażowaniu społecznym.

Program festiwalu to kolaż najróżniejszych elementów: prawie sto warsztatów artystycznych, sportowych i językowych, kilka scen grających rozmaitą muzykę, kino fabularne i dokumentalne, scena literacka, wykłady i spotkania z gośćmi specjalnymi. To właśnie dzięki tej różnorodności uczestnicy odkrywają nowe przestrzenie, poznają ludzi o zainteresowaniach całkowicie odmiennych niż ich własne.

W tym roku na dużej scenie festiwalu pojawią się m.in.: Marika, Bisz B.O.K, Bovska, The Dumplings, Mesajah, Katedra i Psio Crew. Dziesiątki innych koncertów odbędą się też na scenach: HC/Punk, klubowej, hiphopowej, scenie unplugged i scenie doświadczalnej, gdzie - pod sklepieniem klasztornej katedry - w niepowtarzalny świat dźwięków zabierze nas Rafał Rudawski i tworzona w trakcie festiwalu slotowa orkiestra.

Slot Art Festival posiada wyjątkowy program warsztatowy. Codziennie, w trzech turach odbywa się ponad 100 warsztatów. Przez cztery dni festiwalu uczestnicy mogą przychodzić na te same warsztaty, pogłębiając swoje umiejętności, bądź codziennie próbować czegoś nowego.
Czego można nauczyć się na slotowych warsztatach? Ogromnej pasji, którą dzielą się prowadzący, poznać zupełnie nowe aktywności i przestrzenie działania. Możliwości jest naprawdę sporo, każdy znajdzie coś dla siebie.

Festiwal odbędzie się w dniach 5-9 lipca 2016 w Lubiążu na Dolnym Śląsku.

Więcej informacji: http://slot.art.pl/pl/

Bilety: http://slot.art.pl/pl/festinfo/bilety

LABORATORIUM GITARY: Pochodzicie z Wrocławia, a jednak historia powstania zespołu jest związana z Warszawą.

Opowiedzcie o tym.

FRYDERYK: Z powstaniem naszego zespołu było tak... Wszyscy znamy się z liceum, i kiedyś pojechaliśmy na wycieczkę klasową do Warszawy, na Powązki. I właśnie na Powązkach rozmawialiśmy ja z Jimem o tym, co chcielibyśmy grać, że chcielibyśmy grać bez żadnych ograniczeń, że chcielibyśmy grać to co naprawdę lubimy.

JIM: powiedzieliśmy o tym naszemu koledze z klasy Michałowi, który gra na klawiszach. Oznajmiliśmy mu, że jest z nami w zespole. Potem spotkaliśmy Drygasa długowłosego trzecioklasistę, maturzystę ...

FRYDERYK: ... który wtedy jeszcze nie miał długich włosów :)

JIM: Wzięliśmy go na naszą próbę. Niestety zrezygnował po pierwszym koncercie (śmiech). Graliśmy z dwoma innymi perkusistami, ale po dwóch latach wrócił Drygas. I tak gramy razem aż do dziś.

 

LABORATORIUMGITARY: Paweł, co Cię skłoniło do powrotu?

PAWEŁ: Nie wiem (śmiech).

FRYDERYK: To nie był przypadek. Nagle Maciek spotkał Pawła...

PAWEŁ: Tak, nagle się spotkaliśmy. A mi się akurat rozpadł zespół, w którym wtedy grałem i postanowiłem spróbować jeszcze raz z Katedrą. I tak już zostało.

 

LABORATORIUM GITARY: Czy przed Katedrą graliście w innych zespołach?

FRYDERYK: Grałem w innych zespołach, ale katedra jest takim zespołem, w który włożyłem najwięcej energii. Razem gramy muzykę, którą najbardziej czuję, i świetnie się ze sobą dogadujemy i przyjacielsko i muzycznie. Mamy wspólne wizje i Katedra jest moją największą przygodą muzyczną.

PAWEŁ: Ja przed Katedrą miałem inne kapele, dwie albo trzy. Ale od około 2012r. zaczęło się granie na serio z Katedrą.

MICHAŁ: Jeśli chodzi o mnie to ja przed Katedrą śpiewałem w chórze chłopięcym. Wcześniej uczyłem się w szkole muzycznej trochę, ale prawdziwej muzyki nauczyłem się z Katedrą.

KASIA: Z Teresą śpiewałyśmy wcześniej solowo. Katedra to nasz pierwszy zespół.

TERESA: Próbowałam swoich sił w tzw. MDKach, ale to wszystko było krótkotrwałe.

 

LABORATORIUM GITARY: Skąd u was zamiłowanie do big beatu i hipisowskich dźwięków?

FRYDERYK: Zamiłowanie do big beatu wzięło sie u mnie od rodziców. I to nie tylko do big beatu, ale do całej muzyki lat 60 i 70. Mama mi puszczała płyty Beatles'ów, Hendrixa i od tego się zaczęła moja miłość do tej muzyki.

PAWEŁ: I chyba w przypadku każdego z nas było tak, że to była muzyka naszych rodziców i oni nam ją wpoili w procesie socjalizacji (śmiech).

MICHAŁ: Mój tato puszczał mi Floyd'ów i Yes'a i ja swoim dzieciom też będę puszczał Floyd'ów i Yes'a!

FRYDERYK: Ale Michał jeszcze nie ma dzieci.

MICHAŁ: Ale będę!

TERESA: Lubię big beat, bo jest prawdziwy. Jest autentyczny. Jest prosty. Nieprzekombinowany. I szczery.

 

LABORATORIUM GITARY: Gracie dużo koncertów. Który z dotychczas zagranych występów wspominacie najmilej?

MICHAŁ: Dla każdego jest to na pewno inny koncert. Czasem jest tak, że jak ktoś jest z koncertu zadowolony, to ktoś inny jest niezadowolony. Ale myślę, że najlepsze koncerty były u nas we Wrocławiu, bo mamy wspaniałą publikę.

PAWEŁ: Nasze piąte urodziny na przykład ...

MICHAŁ: Tak, piąte urodziny wspominamy wspaniale, atmosfera była wspaniała, nasi przyjaciele nie zawiedli, przyszło też mnóstwo ludzi, których nie znamy...

JIM: Tak, piąte urodziny, było super.

PAWEŁ: Generalnie tak jest, że z koncertu na koncert naszym najlepszym koncertem staje się nasz następny koncert. Ostatnio zagraliśmy fajny koncert z zespołem The White Kites, których pozdrawiamy!

MICHAŁ: Tak, to bardzo dobry zespół. A jeśli chodzi o nasze koncerty, to trudno je porównywać, każdy jest inny, więc po prostu na nie zapraszamy!

LABORATORIUM GITARY: Czy macie już grono własnych fanów?

FRYDERYK: Mamy

TERESA: Całe tłumy (śmiech).

JIM: Rodzina, znajomi... (śmiech).

MICHAŁ: Jeśli chodzi o Wrocław, to mamy swoich fanów, przychodzą na nasze koncerty, wspierają nas, słuchają naszej muzyki. A poza Wrocławiem też zdarzają się osoby które nas słuchają, i to jest bardzo miłe.

FRYDERYK: Poza Wrocławiem jest różne. Czasem ludzie są zdziwieni, że ktoś jeszcze gra taką muzykę. A czasem nas kojarzą, bo kiedyś wystąpiliśmy w telewizji, i ktoś to czasem pamięta.

 

LABORATORIUM GITARY: Jak wspominacie występ w Must Be The Music? Czy udział w telewizyjnym show sprawił, że staliście się rozpoznawalni? Czy to zmieniło jakoś wasze muzyczne życie?

TERESA: Występ w MUST Be The Music był moim i Kasi drugim albo trzecim występem z Katedrą. I dla nas był to taki trochę szok. Wcześniej nie miałyśmy żadnych zespołów, a tu nagle występy w telewizji. Było to ciekawe przeżycie, możliwość poznania tego wszystkiego od podszewki, sprawdzenia jak to wszystko wygląda - niekoniecznie fajnie (śmiech). Po programie dostaliśmy kilka dobrych propozycji, ale na dłuższą metę nie ma jakichś super efektów.

JIM: To było dwa lata temu. To miało jakiś oddźwięk. Dużo koncertów zagraliśmy wtedy w całej Polsce, co dla kapeli, która grała dotychczas głównie we Wrocławiu to było osiągnięcie. Ale nie zmienił nas ten program, jesteśmy nadal wierni swoim ideałom, gramy swoją muzę i jest ok.

PAWEŁ: Must Be The Music był jednym z konkursów, w których braliśmy udział, tylko większym, i więcej ludzi mogło nas zobaczyć i to było bardzo ważne. Przede wszystkim doświadczenie - to był profit dla nas. Wiele się nauczyliśmy mogąc brać udział w czymś takim. I to też zmotywowało nas do pracy nad naszym brzmieniem, nad naszymi utworami.

 

LABORATORIUM GITARY: Jakie macie plany płytowe?

KATEDRA: Bliskie!

MICHAŁ: Płyta będzie pod koniec września albo na początku października, dostępna w różnych sklepach, głównie internetowych. I oczywiście na naszych koncertach.

PAWEŁ: Planujemy zrobić mini trasę koncertową promującą nasz album. I na tym sie skupimy jesienią.

MICHAŁ: Album będzie jesienią wydany, będzie miał tytuł "Zapraszamy na łąki".

FRYDERYK: Już wiosną była premiera naszego singla "Zapraszamy na łąki". Niedługo premierę będzie miał nasz pierwszy profesjonalny teledysk do utworu "Kim jesteś?". Obejrzeć go będzie można pod koniec lipca.

 

LABORATORIUM GITARY: W 2011r. wasz kawałek znalazł się na płycie Mini Max wydanej przez Polskie Radio.

FRYDERYK: Tak, na płycie Mini Maxu, Pan Piotr Kaczkowski, legendarny dziennikarz, wytypował nasz kawałek "Kim jesteś?" do składanki numer 6 i w ostatnim czasie też zaprezentował w swoim programie dwa nasze utwory.

TERESA: A z tym jest związana dosyć ciekawa historia. Chłopcy pojechali do Warszawy...

MICHAŁ: ... Mieliśmy bardzo ambitne plany jeśli chodzi o ten dzień. Umówiliśmy się w Warszawie z pewną osobą, dla nas to było bardzo ekscytujące wydarzenie. Ale okazało się już w Warszawie, że ta osoba się rozchorowała i nie może się z nami spotkać. I wtedy Jim wpadł na świetny pomysł. Co zrobiłeś Jimie?

JIM: Stwierdziłem, że trzeba wykorzystać tę przestrzeń warszawską. Pojechaliśmy do Trójki, pomyśleliśmy, że może uda nam się spotkać jakiegoś dziennikarza. Wkręciliśmy się na zwiedzanie Trójki. W między czasie wzięliśmy udział w nagrywaniu audycji o tym, czym sie różni zajączek od króliczka, bo to było przed Wielkanocą. I nagle, idąc jakimś korytarzem usłyszeliśmy głos Piotra Kaczkowskiego. Więc wbiliśmy tam do niego. I mówimy, że jesteśmy zespół Katedra, że kiedyś daliśmy Panu płytę. Nawet skojarzył nas, ucieszył się, że nie wyjechaliśmy gdzieś. Daliśmy mu nasze nowe nagrania. I powiedział, że posłucha, że jak mu się spodoba, to puści. I efekt był tego taki, że po dwóch tygodniach w Mini Maxie powiedział, że zaznaczył sobie siedem z dwunastu naszych utworów z tego nadchodzącego longplay'a "Zapraszamy na łąki", a na antenie poleciały dwa kawałki "Wiosna i wino" i "Pieśń o świcie". I to dla nas wielka satysfakcja, że ktoś taki nas docenił.